Najlepsze płyty z muzyką dla dzieci, cz. I – po angielsku

Blog muzyczny

Najlepsze płyty z muzyką dla dzieci, cz. I – po angielsku

Drodzy!

Ponieważ od ponad roku jestem mamą, coraz częściej poznaję nowe mamy w różnych okolicznościach, a nie wyłącznie na naszych zajęciach. Bywa, że temat rozmów schodzi na piosenki i wtedy dowiaduję się czego słuchają zwykłe mamy z dzieciakami, niekoniecznie te, które już mają kręćka na punkcie umuzykalnienia 🙂 Króluje YouTube – podejrzewam, że z barku laku. Najszybciej jest wpisać „piosenki dla dzieci” i lecą godziny dziecięcej muzyczki. Jakby powiedział klasyk „ja znam te melodie”. I nie polecam! 🙂 Za to do polecenia mam setki innych piosenek i wykonawców, którzy grzeją zaszczytne miejsca na moich playlistach na Spotify 🙂 Tak więc natchnęliście mnie do stworzenia cyklu wpisów z poleceniami dobrej muzyki do umuzykalnienia i do słuchania z dzieciakami 🙂 W ostatnim odcinku pisałam o wsparciu umuzykalnienia przez słuchanie po gordonowsku (klik) a dziś będzie o muzyce w j. angielskim 🙂 W dalszych częściach, które też już się tworzą przeczytacie o albumach po polsku i w innych językach.
Uwaga – przygotujcie się na samo mięsko w tym wpisie, z milionów przesłuchanych utworów wybrałam najlepsze albumy 🙂 

Trzy słowa o zastosowanych tutaj kryteriach

Postanowiłam opisać muzykę, która dostępna jest na Spotify, ponieważ każdy ma do niej szybki dostęp, daje narzędzia do układania swoich playlist oraz wyszukiwania podobnych utworów. Nie będę tutaj przytaczać albumów, których na Spotify nie znajdziecie – być może przyjdzie jeszcze na to kiedyś pora 🙂

Druga sprawa – będę czasami używać zwrotu, że dane płyty są dobre do UMUZYKALNIENIA. Co to oznacza? Znaczy to, że materiał na nich zawarty jest różnorodny pod względem skal i rytmów, piosenki zazwyczaj śpiewane są w skali głosu dziecka, nie ma tam zmian tonacji wewnątrz jednego utworu oraz zmian tempa. Takie piosenki można brać za wzór i śpiewać dzieciom, a jeśli zależy Wam na nauce angielskiego przez muzykę (co wiadomo – świetnie się sprawdza), to macie gotowe narzędzie i dwa w jednym 😀

Oprócz tego będę rekomendować albumy dla starszych dzieci (5 lat +), w których znajduje się już kombinowanie nad materiałem muzycznym. Jasne – możecie je puszczać maluszkom, ale pamiętajcie, że te do umuzykalnienia powinny być dla maluchów pierwszym wyborem i przede wszystkim nic nie zastąpi Waszego śpiewu 🙂 

No to fruuu! Jedziemy z tematem!

Sally's Music Circle

Amerykańska seria do umuzykalnienia. Polecam wszystkie płyty, znajdziecie na nich bardzo wiele nietypowych melodii, dużo skal, nieregularne rytmy oraz hity amerykańskiej muzyki, opracowania przyjemne dla ucha 🙂 Rekomenduję słuchanie piosenek po kolei, ponieważ czasami mamy ścieżki, które nazywają się „Tonal pattern” lub „Rhythm pattern”. Wysłuchanie ich ma sens tylko bezpośrednio po piosence do której się odnoszą. Jeśli nie macie wersji premium Spotify a słuchacie na urządzeniach moblinych to po prostu pomińcie te patterny 🙂 Polecam wszystkie płyty. Często korzystam 🙂

Music Together

Kolejna seria do umuzykalnienia, jednak na Spotify dostępne są tylko trzy płyty „hitów”. Opracowania jeszcze ładniejsze niż w Sally’s, myślę, że Wasze dzieciaki bardzo polubią 🙂 Znam od podszewki, ponieważ pracowałam kiedyś na tym programie i szczerze polecam 🙂 Minusem jest fakt, że na płytach z „hitami” jest mniej piosenek w skalach niż na płytach komercyjnych, które można kupić bezpośrednio na stronie Music Together. Z tego co wiem bezpośrednio w Polsce kupić się nie da, więc warto przesłuchać chociaż te dostępne na Spotify 🙂

Ladybug Music

Kiedy odkryłam kilka lat temu Ladybug to opadła mi szczęka, dzisiaj entuzjazm już nieco przygasł ale nadal lubię 🙂 Po pierwsze – ciekawe opracowania, po drugie – znajdziecie sporo piosenek w skalach i nieregularnych rytmach. Myślę, że Ladybug szczególnie może przypaść do gustu starszym dzieciakom i takim też polecam puszczać tę muzykę w ogóle. Piosenki raczej są energiczne, dużo się w nich dzieje. Na moje ucho czasami za dużo dla maluszków 🙂 Czasami wręcz może się wydawać, że mamy do czynienia z piosenką aktorską i z różnymi manierami w śpiewie, więc jeszcze raz podkreślam – dla starszaków tak, dla maluszków niekoniecznie 🙂 Dobre, żeby się trochę wyszaleć. 

Pomelody

Na Spotify dostępna jedna płyta. Chociaż Pomelody jest polskie, to umieszczam je tutaj, bo większość piosenek jest właśnie po angielsku. Każda piosenka w zupełnie innym stylu, więc gratka dla miłośników muzycznych koktajli. Mój faworyt to „Incy Wincy Spider”. 

Margaret Murray & Chorus of the Children's Opera Group

Piosenki w stylu „vintage” śpiewane przez dziecięcy chór. Piękne i wartościowe melodie a w dodatku nie tylko w dur i moll 🙂 Pozostaje nam tylko żałować, że dzisiaj dzieci nie śpiewają w szkołach takich rzeczy 🙂

Mary Thienes Schunemann

Moje ostatnie odkrycie, a zwłaszcza album Sing a song with baby.  Jeśli miałabym poleci grupę docelową – czuję, że dla niemowlaków sprawdzi się najlepiej ze wszystkich tutaj prezentowanych płyt 🙂 Piosenki i rytmiczanki są wykonywane acapella, utwory bardzo krótkie, jest ich dużo, wszystkie wysoko – czyli w skali głosu dziecka, zróżnicowane pod względem skal. Pomijając fakt, że piosenki mają tekst, w swoim charakterze albumy Mary Thienes Schunemann bardzo dobrze wpisują się we wsparcie umuzykalnienia przez słuchanie po gordonowsku, o czym pisałam tutaj. Jedno czego można się przyczepić – często mamy zmiany tempa na przestrzeni utworu, czyli przyspieszanie i zwalnianie, czego Gordon nie zalecał.

Inne wydania, na których znajdziecie pojedyncze fajne piosenki

Mam też mnóstwo płyt, na których znajduję pojedyncze super utwory, ale nie polecam ich już jako całość. Jeśli więc przebrniecie przez to wszystko, co opisane jest powyżej to na pewno kilka ciekawych utworów znajdziecie jeszcze tutaj (po kliknięciu wykonawcy przeniesie Was do Spotify):

o) Susie Tallman – dużo amerykańskich hitów i mniej znanych piosenek z przyzwoitym akompaniamentem, ale większość w stylu country

o) Laura Veirs Tumble Bee to jeszcze bardziej country, ale bardzo lubię tę płytę <3

o) Mr. Eric & Mr. Michael – kilka albumów, na pewno znajdziecie tutaj dużo ciekawych rzeczy, zainspirowanych muzyką klasyczną, jazzem, bluesem i muzyką świata. Trafiają się piosenki w metrach nieregularnych albo rhythm i tonal patterns wewnątrz piosenki. Dodatkowo w tytule piosenki zwykle jest opisane jej mięsko, czyli np. alternate time signature, jazz, czy 1960’s twist. Na pewno ciekawa pozycja, chociaż sporo piosenek mi nie leży 🙂

o) Treblemakers – Singing with Trablemakers: Our Fovorite Folk Songs różnorodne piosenki w chóralnym, ale jednogłosowym wykonaniu. Nie tylko dur – moll

Ufff… 🙂 Macie słuchania na kilka miesięcy 🙂 Będę się cieszyć, jeżeli ta muzyka zagości u Was na stałe 🙂 Jeżeli macie do polecenia jeszcze coś wartościowego muzycznie dla maluchów, dajcie znać 🙂

Serdecznośći! 🙂
Marta

 

PS. Spodobał Ci się wpis? Zostańmy w kontakcie 🙂 Nowości zawsze znajdziesz na naszym profilu na FB, a co dwa tygodnie wysyłam newsletter o tym co w buczy, huczy i w duszy gra 🙂

PS2. Jeśli zastanawiasz się co można zrobić z tymi piosenkami w domu z dzieckiem, zajrzyj na nasze zajęcia online, często wykorzystujemy je na Grajkach 🙂

Jak słuchać muzyki „po gordonowsku”? + całkiem sporo muzyczki

Blog muzyczny

Jak słuchać muzyki „po gordonowsku”? + całkiem sporo muzyczki

Cześć 🙂

To pierwszy wpis z cyklu czego słuchać z dziećmi 🙂 Dzisiaj o  słuchaniu „po gordonowsku”, czyli tak, by wesprzeć maluchy w umuzykalnieniu a trzy kolejne odcinki będą PEŁNE muzyki po 1) angielsku, 2) polsku, 3) w innych językach 🙂 – dla tych, którzy słuchają nie tylko dla walorów czysto muzycznych, ale i językowych 🙂

Po gordonowsku dzieciom się śpiewa, ale jeśli nie wiecie – słuchać muzyki można również! Dzisiaj dawka teorii dot. słuchania muzyki, zaczerpnięta z gordonowskiej literatury, okraszona licznymi cytatami i wcale niemała lista utworów, bezpłatnych i do kupienia 🙂 Podsumowując – dowiecie się jak słuchać, by z punktu widzenia umuzykalnienia było to dla dzieci najbardziej wartościowe 🙂 W drogę z tematem!

Małe tło 🙂

Po pierwsze pamiętaj rodzicu młody, to śpiew doda wam urody/swobody/pogody… Czyli pragnę podkreślić, że muzyka odtwarzana z nagrań nigdy nie zastąpi głosu śpiewanego bezpośrednio do i dla dziecka, potraktujcie puszczanie muzyki jako suplement diety 🙂 Tabletka, która Wam pomoże, doda witalności i wzbogaci zdrowie… ale nie nakarmi. Będzie jednak dobrym wsparciem w Waszym domowym umuzykalnieniu 🙂
Po drugie wszystkie zamieszczone tutaj cytaty, pochodzą z rozdziału „Akulturacja” z książki Teoria uczenia się muzyki. Niemowlęta i małe dzieci [1],gdzie dotyczą głównie słuchania nagrań w pierwszych miesiącach życia. Jednak jak powtarzał prof. Gordon – akulturacja trwa całe życie, więc spokojnie owe cytaty można odnieść do starszych dzieci, młodzieży, jak i dorosłych, a słuchanie muzyki z poniższym kluczem zawsze wpłynie dodatnio na poszerzanie naszego słownika muzycznego i proces nauki audiacji 🙂

Co o słuchaniu muzyki pisze prof. Edwin Gordon?

  1. Jeśli masz do wyboru muzykę ze słowami lub bez – wybierz bez słów

Kiedy dzieci słuchają muzyki popartej słowami, rzadko koncentrują się na muzyce, a przecież celem akulturacji jest dostarczenie im, za pomocą nieformalnego kierowania, bogactwa tonalności i metrów rytmicznych, a nie wzmacnianie ich osłuchania się z językiem mówionym. Innymi słowy, teksty wspierające muzykę są raczej niewskazane. 

  1. Wybierz muzykę, która dobrze wpływa na samopoczucie Twoje i dziecka, jeśli coś Was przygnębia czy denerwuje – to lepiej to odstawić na bok 🙂

  1. Zadbaj o różnorodność

Dobrze jest, kiedy dzieci mają możliwość słuchania różnorodnych instrumentów i zespołów wykonujących muzykę w wielu stylach i gatunkach. Dostarcza się im dzięki temu szerokiej palety brzmień, barw i zakresu dźwięków. […]

Muzyka, której dziecko słucha, na żywo czy też z nagrania, powinna zawierać częste zmiany dynamiki i barwy. Pożądane są także nagłe, a nie stopniowe, zmiany w tempie w ramach danego utworu.

(czyli raczej odpadają utwory typu Ore ore szabadabada amore, gdzie przez długi czas przyspieszamy 😉 )

Im bardziej skontrastowana będzie muzyka pod względem dynamiki, barwy, tempa, tym większe zrobi ona wrażenie na dziecku, co w efekcie przyczyni się do lepszego utrwalenia i pewności poruszania się w różnorodności tonalnej i metrycznej. 

  1. Nie bzikuj się na jeden gatunek

Tak zwaną „dobrą” i „złą” muzykę można odnaleźć w każdym stylu muzycznym, a co więcej, obie mogą pochodzić od tego samego kompozytora. 

  1. Lepiej kilka krótkich utworów, niż jeden długi

Koncentracja uwagi u małych dzieci jest bardzo krótkotrwała (…) lepiej prezentować im tylko krótkie fragmenty różnych utworów, lub też dłuższe utwory o ciągłych zmianach w dynamice, barwie, tempie, aby stale przyciągać uwagę do tego, co dzieje się w utworze. Bardziej odpowiednia do tego celu jest muzyka wykonywana przez duże zespoły, jak na przykład orkiestry, a nie produkcje solistów czy zespołów kameralnych, ponieważ jest ona zwykle bardziej dramatyczna i różnorodna. 

  1. Nie zmuszaj dziecka do słuchania albo robienia czegoś konkretnego przy muzyce. Niech ona sobie po prostu gra 🙂

Dzieci wyciągają tak samo dużo korzyści ze słuchania muzyki zarówno wtedy, kiedy sprawiają wrażenie, że się nią zupełnie nie zajmują, jak i wtedy, kiedy wydaje nam się, że są na niej skoncentrowane. W rzeczywistości jakość doświadczenia płynącego ze słuchania jest podobna niezależnie od tego, czy dzieci słuchają jej w sposób aktywny (poruszają się), czy bierny (siedząc i sprawiając wrażenie zasłuchanych). 

Przykłady (prawie spod lady)

Mam dla Was kilka gotowych wydawnictw i playlist skomponowanych „po gordonowsku”. Na początku te, które w sieci zajdziecie bezpłatnie 🙂

1. Dwa albumy z wydawnictwa GIA. Krótkie instrumentalne utwory, zróżnicowane pod względem charakteru J Warto docenić, bo GIA to kopalnia gordonowskich materiałów, których u nas kupić się nie da, tylko trzeba sprowadzać z USA. A tu proszę, dwie płyty na Spotify się znalazły 🙂

2. Playlista różnych utworów, gł. jazz i muzyka klasyczna, ułożona przez Urszulę Polak z Instytutu Gordonowskiego we Wrocławiu, czyli specjalistkę jakich mało w tym temacie! Wszystko tam się zgadza 🙂

3. Nasza newsletterowa playlista – co prawda niektóre piosenki z tekstem, ale bardzo zróżnicowana pod względem charakteru, skal, rytmów i gatunków. Rośnie z odcinkami newslettera. KLIK!

Materiały płatne, w które warto zainwestować 🙂

  1. Niezbędnik 1&2 – dwupłytowe wydanie, skomponowane podobnie jak płyty z GIA – krótkie utwory instrumentalne (aż 156) ALE CO WAŻNE – są to piosenki polskie, utwory z klasyki muzyki dziecięcej, piosenki związane z naszą kulturą i tradycją. Po prostu niezbędnik ponad stu melodii, które każde polskie dziecko powinno znać 🙂 Do kupienia przez Fundację Kreatywnej Edukacji tutaj

  2. Płyty Quarteto Gordon – to jest zupełnie co innego, niż opisana we wszystkich punktach wyżej muzyka instrumentalna, ale nie można tego pominąć pisząc o gordonowskiej literaturze muzycznej do słuchania 🙂 Quarteto Gordon to kwartet wokalny, który wykonuje utwory acapella po gordonowsku – dużo skal, krótkie utwory, ciekawe rytmy, ciekawe melodie… Wszystko muzycznie ciekawe, a przede wszystkim forma – każda piosenka prezentowana jest na początku solo, a następnie pojawiają się kolejne głosy, które nadają koloryt, rytm, harmonię 🙂 Dodatkowo mamy przerwy audiacyjne w środku utworów. Bardzo polecam, zwłaszcza, że od niedawna dwa albumy można tutaj kupić w formie mp3 🙂

 

Trzy słowa podsumowania

Nie musisz teraz rzucać muzyki, którą lubisz w kąt, zwłaszcza jeśli jest wartościowa  🙂 Potraktuj to wszystko co napisane wyżej jako bonus i wsparcie w umuzykalnieniu malucha 🙂 I pamiętaj  o śpiewaniu 🙂 Zachęcam też do tworzenia swoich playlist, a czym bardziej będą różnorodne, tym lepiej 🙂 Dobrej zabawy!

[1] Edwin E. Gordon, Teoria uczenia się muzyki. Niemowlęta i małe dzieci, wyd. Harmonia Uniwersalis 2016, s. 49-51

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności

O co chodzi z tym „pam pam”? …i inne gordonowskie dziwactwa

Blog muzyczny

O co chodzi z tym „pam pam”? …i inne gordonowskie dziwactwa

Ten wpis tłumaczy wszystkie dziwne rzeczy, które dzieją się na Gordonkach. W wersji krótkiej dla leniwych zapracowanych i szczegółowej dla dociekliwych 🙂

Wiele osób, w tym i ja, potrzebuje rozumieć co się dookoła nich dzieje. Często kiedy wreszcie pojmiemy w jaki sposób coś działa i dlaczego tak jest, pewne wydarzenia/przedmioty/zachowania itd. nabierają dla nas sensu. Obserwuję, że część rodziców wpada w pułapkę niezrozumienia zajęć gordonowskich i szybko rezygnuje z udziału w nich, tylko dla tego, że tak naprawdę nie wiedzą o co w nich chodzi. Przychodzą na zajęcia, które na pierwszy rzut oka są baaardzo dziwne i jeśli zdarzy się, że nikt im nie wytłumaczy dlaczego zajęcia wyglądają właśnie w taki a nie inny sposób, to mogą uznać, że to po prostu nie ich klimat. Jednocześnie obserwuję też drugi trend – jeśli już rodzice dowiedzą się jak to wszystko działa, zostają z Gordonem na długo 🙂 Dlatego ten wpis, dedykuję  tym, którzy:

1. zajrzeli na Gordonki na chwilę i stwierdzili, że to nie dla nich bo coś tam coś tam
2. są jeszcze przed pierwszymi zajęciami
3. już chodzą, ale w sumie to nie zagłębiali się w teorię 🙂

PS. żeby było jasne – piszę tu o zajęciach maluszkowych 🙂

Słowem wstępu – czy zawsze Gordonki to zajęcia gordonowskie?

Nazwa „Gordonki” zyskała ostatnio bardzo na popularności, nie jest jednak zastrzeżona i „Gordonki” może poprowadzić każdy. To oznacza, że czasami można trafić na zajęcia, które niewiele mają wspólnego z teorią uczenia się muzyki Edwina Gordona. Jeśli więc na zajęciach jesteście zasypywani gadżetami/większość piosenek śpiewacie ze słowami/prowadzący śpiewa za nisko dla dzieci/dużo gracie na instrumentach/cały czas się coś dzieje i nie ma chwili na ciszę – to to nie są zajęcia gordonowskie. Po prostu poszukajcie wtedy innych, lepszych 🙂 Często też instruktorzy nadają swoje nazwy, jak u  nas np. Gordonowe Śpiewajki i jest to w zupełności ok 🙂 Po poniższej lekturze na pewno rozpoznacie które zajęcia są prowadzone wiernie z teorią Gordona.

Dlaczego na Gordonkach śpiewamy bez słów?

Krótko:
– w piosenkach bez tekstu dzieci skupiają się na melodii a nie na tekście
– bez tekstu łatwiej można włączyć się do śpiewania, bo nie jesteśmy spięci faktem, że nie znamy słów

Rozwinięcie: Dzieci, zwłaszcza te po 18. miesiącu, mają okres wrażliwy na naukę mowy. Jeśli śpiewamy im piosenki ze słowami, to one przede wszystkim skupią się właśnie na słowach, a nie na melodii i rytmie, a naszym celem podczas zajęć jest przecież umuzykalnienie a nie nauka języka 🙂 Pracowałam w przedszkolach i żłobkach przez wiele lat i byłam świadkiem milionów sytuacji, gdy dzieci prezentowały jakieś utwory. Prawie zawsze przedszkolna klasyfikacja mówiła: dzieci śpiewają tekst całej piosenki – umieją piosenkę, nie śpiewają tekstu – nie umieją. Tymczasem z punktu widzenia muzyka to wcale nie było śpiewanie, tylko recytacja tekstu na jednym dźwięku, przekrzykiwanie się lub przy dobrych wiatrach zahaczanie o kontur melodii. Jeśli usuwamy tekst piosenki to dziecko skupia się na tym, na czym my chcemy skupić jego uwagę, czyli na muzyce a nie na tekście i samo zaczyna odśpiewywać i naśladować dźwięki o różnych wysokościach, a to już ogromny krok w przód 🙂

Dlaczego gordonowcy śpiewają w tonacjach, które często wydają się zbyt wysokie i niekomfortowe dla dorosłych uczestniczących w zajęciach?

Krótko:
 – śpiewamy w skali głosu dziecka. Dziecko niżej nie zaśpiewa/nie odezwie się, ponieważ jego aparat głosowy nie jest jeszcze tak rozwinięty

Rozwinięcie: Spróbujcie kiedyś zacząć wiernie naśladować głos Waszych dzieci. Wysoki, prawda? Skala głosu dziecka to d1-a1.  A teraz spróbujcie zaśpiewać najniższy dźwięk jaki potraficie. Macie? To w kolejnym kroku spróbujcie zaśpiewać piosenkę, która jest poniżej najniższego dźwięku jaki możecie z siebie wydać. Trudne zadanie, no nie? Niewykonalne 🙂 Pewnie zaśpiewaliście wszystko na jednym, tym najniższym dźwięku jaki potraficie z siebie wydobyć. Dorośli często, a może nawet zazwyczaj śpiewają dzieciom piosenki w skali, która jest wygodna dla nich samych, tym czasem dla dzieci te piosenki są niemożliwe do zaśpiewania! Potem dumne z siebie dzieci powtarzają za nami na najniższym dźwięku całą melodię, nie daj boże jeszcze recytując tekst i wszyscy się cieszą, że maluszki śpiewają, tymczasem umiejętność śpiewania odpływa w siną dal 🙂 Powinniśmy zatem wyjść poza swój komfort i dla dzieci śpiewać tak, by mogły śpiewać z nami, bo przecież jesteśmy tutaj dla naszych maluszków i chcemy wesprzeć ich muzyczny rozwój.

Dlaczego piosenki na Gordonkach mają takie dziwne melodie? Jest przecież tyle pięknych/wesołych piosenek dla dzieci…

Krótko:
– śpiewamy piosenki w wielu skalach, nie tylko znanych nam dur-moll. Robimy tak, ponieważ dzieci uczą się przez kontrast

Rozwinięcie: Miażdżąca przewaga piosenek dziecięcych napisana jest w skali durowej i metrum dwudzielnym. Miażdżąca! Wyobraźmy sobie, że uczymy dzieci kolorów, ale mieszkamy w świecie gdzie wszystko jest niebieskie. Czy maluszek zrozumie co to jest „niebieski” jeśli nie pokażemy mu, że niebieski wygląda tak, ale są też inne kolory, np. zielony, żółty itd. Czy świadomie będzie posługiwać się kolorem niebieskim, jeśli wszystko będzie niebieskie? Inny przykład – czy nasze dziecko zbuduje bogaty słownik języka, jeśli będziemy używać np. tylko 100 słów? 🙂 Z muzyką jest podobnie – jeśli chcemy wychować muzykalne dziecko, to najlepiej uczyć je przez kontrast i różnorodność– używać nie tylko skali durowej i metrum dwudzielnego, ale pokazać naszym maluchom, że durowa brzmi w taki sposób, ale są też inne, tj. eolska, lidyjska, frygijska… Że nie wszystko jest na dwa, ale może być na pięć, siedem itd. 🙂

Dlaczego gordonowcy ruszają się w taki dziwny sposób?

Krótko:
– puls czujemy w ciele, a profesor Gordon zbadał, że dzieci najlepiej uczą się pulsu, kiedy wykonujemy ruch ciągły i płynny

Rozwinięcie:
Wiem – to wygląda bardzo dziwnie i kiedy pierwszy raz byłam na zajęciach gordonowskich, to nie mogłam zrozumieć czemu prowadząca rusza się jak astronauta 🙂 Ale poobserwujcie swoje dzieci – czy one ruszają się jak dorośli? By poczuć puls w ciele maluszki muszą się ruszać i szczególnie cenny jest dla nich ruch płynny i ciągły, dzięki czemu mogą poczuć ciężar, czas i przepływ. My wchodzimy w ich świat i poruszamy się właśnie takim ruchem. Co ciekawe, działa to również na dorosłych. Kiedy mamy trudniejszą rytmiczankę, gdzie coś sprawia, że wypadamy z pulsu, to wcale nie pomoże nam liczenie, lecz poruszanie się w ciągły i płynny sposób.

Czy nie przydałoby się więcej rekwizytów i instrumentów?

Krótko:
– Chcemy skupić uwagę maluchów na muzyce, zajęcia to dla nich wyjątkowy, czysto muzyczny czas, a każdy przedmiot przekierowuje ich uwagę na coś innego

Rozwinięcie:
Gordonki trwają 30-40 min. Jest to czas, który chcemy poświęcić na czysto muzyczne doświadczenie. Gordon powtarzał, że nic nie wpływa tak dobrze na umuzykalnienie dzieci jak śpiew na żywo. Jeśli grają w tym samym momencie instrumenty to dzieci nie audiują już tak dobrze jak wtedy, gdy piosenka jest śpiewana a capella. Oczywiście, nic się nie stanie jeżeli czasami np. na pożegnajce, lub po stricte gordonowskiej części zajęć zagramy na pianinie czy ukulele, to również niesie ze sobą wartość, ale w przebiegu zajęć staramy się nie zakłócać procesu nauki audiacji instrumentami, głośnym klaskaniem czy przeszkadzajkami. W kwestii rekwizytów jest podobnie – one są czasami potrzebne, ciężko jest utrzymać uwagę dzieci jeśli się wyłącznie do nich śpiewa przez 40 min, ale bardzo dbamy o to, by  rekwizyty były wyłącznie dodatkiem, który pojawia się na chwilę, a nie rozprasza dzieci przez całe zajęcia 🙂

Moje dziecko nie jest zainteresowane, więc rezygnujemy

Krótko:
– Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie po co jesteś na zajęciach, również w perspektywie długofalowej 🙂

Rozwinięcie :
Jeśli Twoje dzieciątko płacze i powtarza się to na każdych zajęciach, coś ewidentnie mu nie pasuje to rzeczywiście lepiej zrobić przerwę, zawsze możecie wrócić za jakiś czas. Jeśli jednak widzisz, że dziecko w czasie zajęć odchodzi gdzieś na chwilę, nie chce robić tego co większość grupy, zajmuje się swoimi sprawami to czy to powód by rezygnować? Niekoniecznie! 🙂 Po pierwsze – pamiętajmy po co jesteśmy na zajęciach – po to, by zanurzać dziecko w muzyce. Czy rezygnujemy z mówienia do dziecka, bo nie reaguje tak jakbyśmy sobie życzyli? Oczywiście, że nie! Wiemy, że maluszek na początku niewiele rozumie z naszego języka i dopiero z czasem, bardzo małymi krokami, nabywa językowych kompetencji. Nie jest to powód by przestać mówić do dziecka, bo jeśli nie będzie słuchać, słuchać, słuchać języka to nie zacznie mówić. Tak samo jest z muzyką – aby zacząć śpiewać najpierw trzeba słuchać, słuchać, słuchać 🙂 Po drugie – dzieci nie wytrzymują długo w skupieniu, to zupełnie normalne jeśli przez chwilę zajmą się czymś innym i za chwilę wrócą do nas ponownie. Po trzecie – nawet jeśli na nas nie patrzą, lub są zajęte czymś innym to przecież ich uszy słyszą a mózg koduje. Po czwarte – obserwuję dzieci na zajęciach od lat. Jedne siedzą jak zahipnotyzowane, inne szleją, jeszcze inne spędzają całość zajęć na rękach rodziców. Czasami wręcz myślałam „to bez sensu, to nie dla niego/niej”, a potem przychodzili do mnie rodzice i opowiadali jak dużo dzieci powtarzają z zajęć w domu! Teraz już tak nie myślę 🙂 Jesteśmy na Gordonkach, bo chcemy rozwinąć zdolności muzyczne naszych dzieci. Każde dziecko posiada te zdolności, lecz od środowiska w jakim je wychowamy zależy na jakim ustabilizują się poziomie. To nie jest kwestia jednych, czy dwóch zajęć, lecz jak z nauką języka – to powolny, ale i piękny proces, który przechodzi od pierwszych muzycznych sylab, przez słowa i zdania do posługiwania się językiem 🙂
PS. Gordonki są bardzo różne i ich tempo i charakter w dużej mierze zależy od prowadzącego. Jeśli na zajęciach wieje nudą, to zawsze możesz poszukać innych zajęć gordonowskich 😀

Najważniejsze – zmień optykę, czyli maluszek najważniejszy

Znajdziecie na rynku mnóstwo zajęć, gdzie będzie masa atrakcji, migających różdżek i innych cuda wianków. Nie zawsze jednak to, co dla nas, dorosłych, jest atrakcyjne, jest wspierające dla rozwoju dziecka. Gordonki to zajęcia, które są od pierwszej do ostatniej minuty nakierowane na dziecko, a to, co na nich się dzieje jest podparte badaniami naukowymi. Nauczyciel wchodzi w świat malucha, mówi językiem dzieci, porusza się jak dzieci, śpiewa bezpośrednio do dzieci, śpiewa dla nich tak, by chłonęły z tego jak najwięcej i by mogły wejść z nim w dialog. Nam dorosłym często wydaje się to dziwne. Jeśli jednak zmienimy optykę znajdujemy swoje „why”, wiemy, że śpiewamy pam pam, ruszamy się jak astronauci i robimy te wszystkie dziwne rzeczy, by wspierać rozwój naszego malucha. Teraz nasza decyzja jakie zajęcia wybrać staje się świadomym wyborem.

I tyle 🙂 Mam nadzieję, że jesteście teraz bliżej „how” i „why” 🙂

Do zobaczenia!

Muzyczna zabawa na pół dnia: Piotruś i Wilk

Blog muzyczny

Muzyczna zabawa na pół dnia: Piotruś i Wilk

Hej ho!

Ponieważ koronawirusowy areszt domowy nie wybiera, wszyscy musimy się jakoś uporać z siedzeniem w domu i podejrzewam, że Wy, tak jak i ja, poszukujecie pomysłów na zabawy z dzieciakami. Podrzucam pomysł muzyczny, który rozciągnąć nawet na pół dnia i chociaż inne zalety, tj. uwrażliwienie na sztukę, czy pobudzenie kreatywności postawiłabym na pierwszym miejscu, to niewątpliwie wszyscy docenimy to, że dzieciaki się czymś zajmą  😉 

Celowałabym w grupę wiekową 3+, moja Z. jest niestety jeszcze za mała na bardziej skomplikowane zabawy, ale przesłuchałyśmy całego Piotrusia i raczej była zadowolona, więc dla bobasów raczej opcja do słuchania.

No to go! Jedziemy od początku 🙂

Piotruś i wilk to bajka symfoniczna skomponowana przez Siergieja Prokofiewa w 1936. Fabuła, pokrótce, przedstawia się tak:

Kanwą utworu jest bajka ludowa, opowiadana przez narratora i ilustrowana muzycznie. Sławi dzielnego chłopca, który przechytrzył wilka. Piotruś wychodzi z zagrody na łąkę, za nim z drzewa sfruwa Ptaszek, do stawu bieży Kaczuszka, budzi się leniwy Kot. Kiedy Ptaszek droczy się z Kaczuszką, Kot dybie na Ptaszka. Piotruś godzi zwierzęta, tymczasem pojawia się Dziadek i przestrzega chłopca przed Wilkiem. Ten pojawia się i dopada Kaczuszkę. Pomysłowy Piotruś bierze linę i wchodzi na drzewo. Prosi Ptaszka o pomoc, i kiedy zwabiony przez niego Wilk zbliża się do drzewa, Piotruś puszcza w jego stronę lasso. Miotającego się Wilka obezwładniają wracający z lasu Myśliwi i odprowadzają do ogrodu zoologicznego.  

cyt. Monika Pasiecznik, ninateka.pl/audio/sergiusz-prokofiew-piotrus-i-will-op-67

Każdą postać bajki przedstawiana jest przez inny instrument:
Ptak – flet,
Kaczka – obój,
Kot – klarnet,
Dziadek – fagot,
Wilk – rożek angielski,
Piotruś – kwintet smyczkowy,
Myśliwi – talerze i duży bęben. 

Proponowana kolejność aktywności:
  • Pokaż dzieciom poniższy obrazek, zastanówcie się która postać na czym gra (ściąga z nazwami instrumentów wyżej 🙂 )

  • Teraz posłuchajcie tego nagrania, gdzie David Bowie <3 prezentuje występujące w Piotrusiu postaci i główne motywy. Po angielsku, więc możesz swoim pociechom tłumaczyć 🙂 Dopasujcie to co, słyszycie do obrazka. Poniżej tylko początek, klikając w ikonkę Spotify można posłuchać całości

  • Teraz polecam obejrzeć oskarowy film studia Se-Ma-For, który został nagrodzony w 2007 roku w kategorii Najlepszy Krótkometrażowy Film Animowany. Byłoby wspaniale, gdyby dzieciaki oprócz oglądania zwracały uwagę na to co słyszą – czy np. rzeczywiście kiedy widzą Piotrusia słyszą równocześnie instrumenty smyczkowe? 🙂

  • Przechodzimy do części plastycznej 🙂 Zrobiłam dla Was tablicę w Pinterest, gdzie znajdują się obrazki występujących postaci. Możecie je odrysować/wydrukować/namalować i pamiętać, by każdy zwierzak był pokazany ze swoim instrumentem. Postaci można umieścić na szaszłykowych patyczkach lub zrobić z nich kukiełki 🙂 Tablicę możecie otworzyć kilkając w poniższą ikonę

  • Kiedy kukiełki będą gotowe, włączamy dzieciom nagranie z komentarzem Davida Bowie i odgrywamy rodzinny teatrzyk. Pomóżcie dzieciom z angielskim komentarzem 🙂 Tutaj podobnie kliknięcie w ikonkę przeniesie Was do pełnych wersji utworu

To wszystko 🙂 Jeśli macie swoje pomysły do Piotrusia i Wilka to dajcie znać poniżej 🙂

Uściski!
M.

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności

Czego powinny słuchać dzieci?

Blog muzyczny

Czego powinny słuchać dzieci?

Są takie pytania, które słyszę od rodziców maluszków szczególnie często, np. „czy możesz na polecić coś do słuchania w domu dla dzieci?”. Pewnie, że mogę 🙂 I tak od lat polecam rodzicom konkretne płyty (o tym jeszcze pojawi się wpis) i daję bardziej ogólne wskazówki, np. by nie ograniczać się do muzyk dziecięcej, by najlepiej w ogóle nie puszczać dzieciom  nagrań z polskimi piosenkami dziecięcymi, bo są tak straszne, że aż uszy niszczą. Mówię o tym, że dzieciom powinno się śpiewać dużo, a jeśli odtwarzać muzykę to w różnych stylach. Opowiadam o tym, że z muzyką jest jak z językiem – nie można się ograniczać do najprostszych form. Ale dziś chciałabym powiedzieć o jeszcze jednej i chyba jeszcze ważniejszej sprawie. Dzieci powinny słuchać również, a może przede wszystkim… ciszy! Dziś więc o wielkim niebezpieczeństwie jakie niesie zbyt dużo muzyki.

Czego słuchali nasi praprzodkowie?

Nasze uszy od setek lat były przyzwyczajone do kilku typów dźwięków – dźwięków natury i dźwięków wydawanych przez ludzi. Było tak przez setki tysięcy lat, aż do XVIII wieku, kiedy za sprawą pierwszej rewolucji przemysłowej, co możemy roboczo nazwać sobie pierwszym skokiem akustycznym, krajobraz akustyczny zmienił się znacząco.
Powstały wtedy pierwsze przemysłowe maszyny mechaniczne wykorzystywane gł. w przemyśle tkackim, opracowano nową metodę przeróbki surówki na stal. Rozwój górnictwa i metalurgii doprowadził do rozwoju transportu, powstały maszyny parowe, a na początku XIX wieku kolej. Od tego czasu było coraz głośniej – w II połowie XIX w (druga rewolucja przemysłowa) powstały m.in. silnik gazowy, karabin, telefon, czy nawet pierwszy odkurzacz, a w raz z rozwojem elektryczności kolejne hałasujące urządzenia.  Krajobraz akustyczny zmienił się drastycznie, ale nie był to jeszcze najgorszy pod względem zanieczyszczenia hałasem, czas. Ten dopiero nadszedł wraz z trzecią rewolucją przemysłową, tzw. naukowo-techniczną, która trwa od II wojny światowej do dziś.

Lepszy jeden duży hałas, czy milion małych hałasików?

Czy możemy sobie wyobrazić hałas większy niż ten w hucie stali z połowy wieku XX w.? Nigdy nie byłam w takim miejscu, ale moje wyobrażenie dudniącego ognia, bijących młotów i pracujących maszyn podpowiada mi, że głośniej chyba być nie może. Dziś jednak nasze uszy, a nawet bardziej mózg, są znacznie mocnej obciążone – nie przez natężenie decybeli, a przez to, że cały czas coś gdzieś gra. W sklepie muzyka, w korku radio, z każdego okna w bloku coś słychać i u nas w domu, ciągle coś gra! Czy to radio, czy też telewizor, YouTube, Spotify, podkasty. A gdzie się podziała cisza? Kiedyś muzyka była czymś wyjątkowym, a cisza codziennością. Dziś jest odwrotnie. Dziś wydaje nam się, że hałas to szum na ulicy, dudnienie tramwaju, krzyczące dzieci w szkole podstawowej, lecz często zapominamy, że my też produkujemy hałas – niekoniecznie głośnymi dźwiękami, lecz takimi, które po prostu „sobie grają”. Kilka lat temu trafiłam na refleksje Witodla Lutosławskiego na ten temat ciszy i hałasu – napisane w punkt! Przytaczam tę krótka i niezwykle bogatą w treść lekturę (obowiązkową) poniżej:

„O ciszy” – Witold Lutosławski

„Słuch ludzki jest zmysłem upośledzonym, ponieważ jest zupełnie bezbronny. Możemy zamknąć oczy, jeśli nie chcemy widzieć, możemy nie jeść, jeśli nam nie smakuje, możemy nie dotykać, jeśli nas parzy. Natomiast nie pomoże zatykanie uszu, a nawet zalepianie ich woskiem, jeśli nie chcemy słyszeć. Dźwięk dochodzi do nas poprzez czaszkę. Słuch nasz jest bezbronny i pod tym względem jesteśmy niewolnikami otaczającego nas świata. Może wydać się dziwne, że powtarzam rzeczy oczywiste dla każdego. A jednak większość ludzi postępuje dziś tak, jakby te zupełnie oczywiste fakty nie dochodziły do ich świadomości. Motocyklisty nie obchodzi fakt, że przelatując o trzeciej w nocy przez puste ulice, budzi po drodze setki ludzi. Jeszcze mniej troszczy się o innych właściciel radioodbiornika, zmuszając wszystkich swych sąsiadów do słuchania programu radiowego nieraz całymi godzinami. Mógłbym długo wyliczać te zjawiska współczesnego życia, które skłaniają nas do smutnego stwierdzenia: człowiek został wyzuty z jednego z elementarnych praw – prawa do ciszy. Prawa tego nie chronią ustawy, nie uznają go również sami ludzie w swych codziennym postępowaniu.

Czasem marzę o życiu w jakiejś odległej epoce, w której nie będzie już hałaśliwych silników spalinowych, a istnieć będą aparaty pozwalające człowiekowi stworzyć dokoła siebie – kiedy tylko tego zapragnie – barierę próżniową, przez którą żaden dźwięk nie będzie mógł się przedostać. Staram się wszakże unikać tych marzeń, ponieważ powrót do rzeczywistości jest zbyt przykry.

Oto na przykład w lecie muszę dusić się z gorąca i braku powietrza w mej małej pracowni. O kilkaset metrów ode mnie bowiem mieszka człowiek, który ma zwyczaj przy otwartym oknie nastawiać radio. Gdy ja z kolei otworzę okno, natychmiast pokój mój napełnia się strumieniami tzw. „muzyczki”; znika natychmiast nie tylko możliwość pracowania czy wypoczywania, znika również możliwość myślenia o czymkolwiek, a w końcu – ochota na cokolwiek. Pozostaje tylko rozdrażnienie i smutek człowieka, któremu zadają przymus. Powie ktoś, że jestem specjalnie wrażliwy. Pewnie; gdybym nie był wrażliwy na dźwięk, nie mógłbym być kompozytorem. Ale to złudzenie, że tylko muzycy i kompozytorzy obdarzeni są taką wrażliwością. Jest ona dużo powszechniejsza, niż się to na pozór wydaje. Tylko tępieje ona z roku na rok na skutek gwałtu zadawanego jej codziennie przez współczesne życie.

Jedną z form tego gwałtu jest przymus słuchania muzyki. Przymus ten występuje dziś właściwie wszędzie. Nie sposób uwolnić się od radia grającego za ścianą sąsiedniego mieszkania, od głośnika ustawionego przez tępego gorliwca na plaży, na pokładzie statku czy w restauracji. Nawet na powierzchni jeziora nie możemy wsłuchiwać się w odgłosy ptaków, bo przepływający właśnie obok kajak serwuje nam (wtłacza nam do ucha) z tranzystora jakąś głupawą melodyjkę jakiegoś przeboju.

Nie jestem bynajmniej wrogiem muzyki lekkiej. Niech służy ona tym wszystkim, którzy znajdują w niej przyjemność i wypoczynek. Jednak nawyk słuchania jej całymi godzinami, a przede wszystkim zmuszanie wielkiej liczby ludzi do słuchania jej, czy tego chcą, czy nie chcą, skłaniają do głębokiego zastanowienia. Należałoby przedsięwziąć badania naukowe celem wydobycia wpływu, jaki zjawisko to wywiera na psychikę ludzką. Łatwo przewidzieć, że wpływ ten nie może być dodatni.

Już dziś mówić mogę z całą pewnością o jednej stronie tego zagadnienia. Jest nią mianowicie zanik wrażliwości muzycznej u ludzi mających nawyk słuchania tzw. muzyczki przy każdej możliwej okazji, nie wykluczając godzin poświęconych jednocześnie pracy umysłowej.

Z całą pewnością twierdzę, że człowiek słuchający przez kilka godzin dziennie radia (tzw. muzyczki tła) w ciągu paru lat jest już dostatecznie spreparowany, aby nigdy nie doznawać najmniejszego wzruszenia przy słuchaniu kwartetu Beethovena lub preludium Debussy’ego.”

Witold Lutosławski. O muzyce. Pisma i wypowiedzi w opracowaniu Zbigniewa Skowrona, wydane przez Towarzystwo im. Witolda Lutosławskiego i wydawnictwo Słowo/Obraz/Terytoria 2011, s.433

Nie sposób nie zgodzić się z Lutosławskim – muzyka nas otacza i często nie możemy przed nią uciec. Z nauczycielki, życiowej towarzyszki i przewodniczki zmieniła się w natręctwo. Poniekąd na nasze życzenie – bo czy będąc w domu dbamy o obecność ciszy? Wielu ludzi mówi, że cisza ich niepokoi, że mają potrzebę, by słyszeć jakieś dźwięki (radio, muzykę, telewizję) w tle. Po to tylko, by nie słyszeć ciszy. A może po to by, o zgrozo!, nie słyszeć swoich myśli?

Jakie zagrożenie dla dzieci niesie zbyt dużo muzyki?

Spróbuj zrobić doświadczenie: włącz na głos jakąś piosenkę i kiedy już będziesz ją słyszeć, zacznij równocześnie nucić inną. Trudne, prawda? Nie tak łatwo zanucić coś, kiedy do naszej głowy trafia w tym samym czasie inna melodia. Dla naszych dzieci wyobrażenie sobie muzyki w głowie jest jeszcze trudniejsze niż dla nas. Proces muzycznego myślenia nazywamy „audiacją”, o czym jeszcze szerzej będę pisać w kolejnych tekstach. Audiacja, w dużym skrócie, jest czymś w rodzaju „myślenia muzycznego”. Podobnie jak z językiem, dzieci zanim wypowiedzą świadomie słowa z jakąś intencją, muszą je pomyśleć. Dziecko musi wiedzieć, że chce powiedzieć „mama”, „lampa”, „kot”. Tak samo w muzyce – zanim nasz maluszek zaśpiewa, musi to w głowie wyaudiować. To, że dziecko nauczyło się audiacji możemy poznać m.in. po tym, że potrafi z pamięci zaśpiewać piosenkę, lecz mam tu na myśli poprawne zaśpiewanie – z odpowiednim rytmem i melodią. Słowa piosenki w tym wypadku są najmniej ważne. Proces nauki audiacji zazwyczaj trwa kilka lat i przechodzi kilka stadiów. Nie jest jednak możliwe nauczenie się audiowania, jeżeli nie mamy możliwości spróbowania zaśpiewać w ciszy, gdyż przez większość czasu nie pozwala nam na to grająca w tle muzyka. Wiadomo – mało kto słucha muzyki/radia/telewizji na okrągło, ale jeśli jest tego za dużo w naszym otoczeniu, to w momencie gdy nastaje cisza zawsze w pierwszej kolejności nasze uszy i mózg będą chciały odpocząć, a dopiero później, gdy ciszą się już nasycą będą gotowe, by samodzielnie muzykę tworzyć.

I druga istotna rzecz. W tekście o tym kiedy jest najlepszy moment na rozpoczęcie edukacji muzycznej (KLIK!) opisywałam jak bardzo dzieci we wczesnych latach dzieciństwa wrażliwe są na muzykę. Pisząc ten tekst wpadło mi do głowy wspomnienie z czasów studiów na Akademii Muzycznej z wykładu z psychologii muzyki, gdzie dywagowaliśmy, czy muzyka pomaga w skupieniu, czy też nie. Większość z nas, studentów, powiedziała, że nas rozprasza. Tendencje raczej są takie, że większość ludzi lubi słuchać muzyki przy okazji pracy/nauki. Okazuje się jednak, że muzyka jest szczególnie rozpraszająca dla osób, które są na nią wrażliwe. I teraz powinna zaświecić się nam wszystkim w głowie czerwona lampka – bo czy to nie dzieci są najbardziej wrażliwe na muzykę? No właśnie! I tutaj mamy drugie zagrożenie – dzieciaki mogą być tak zaabsorbowane tym co słyszą, że dużo trudniej będzie im bawić się, uczyć nowych rzeczy, rozwijać swoje kompetencje komunikacyjne czy wykonywać jakiekolwiek inne czynności. To tak jakby głodnego posadzić przy stole pełnym jedzenia i kazać mu pracować. Nie ma szans się skupić jak wszystko pachnie i kusi dookoła!

Dwie ważne myśli podsumowania!
  • Gdy dzieci mają zbyt wiele muzyki dookoła ciężko im się skupić na smodzielnym tworzeniu muzyki
  • Muzyka potrafi być tak absorbująca dla dzieci, że ciężko im się skupić na nauce, zabawie, rozwmowie i wszystkim innym

I żebyśmy się dobrze zrozumieli – uważam, że żadna dziedzina sztuki i nauki nie rozwija dzieci tak bardzo jak muzyka i jeśli warto w coś inwestować, to właśnie w muzykę, ale korzystajmy z niej mądrze – niech muzyka i telewizyjno-radiowy hałas nie będzie naszym 24-godzinnym tłem życia, dajmy sobie czas, by móc swobodnie myśleć – bez dźwiękowych rozpraszaczy 🙂

Podsumowując, warto posłuchać czasami ciszy – dla higieny mózgu 🙂 Skończmy pięknym cytatem Marii Montessori:

Cisza przynosi nam często wiedzę, którą jeszcze nie do końca pojęliśmy, że mianowicie posiadamy życie wewnętrzne(…). Poprzez ciszę dziecko, być może po raz pierwszy, spostrzega własne życie wewnętrzne (…). Cisza przygotowuje duszę na określone wewnętrzne doświadczenia (…). Po doświadczeniu ciszy nie jest się tym, kim było się wcześniej.”

I ja Wam życzę tego niezwykłego doświadczenia – na co dzień!

PS. To jest drugi artykuł z serii tekstów o środowisku akustycznym. Czy widzieliście poprzedni? KLIK: Środowisko akustyczne a rozwój

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności

Środowisko akustyczne a rozwój, czyli posłuchaj świata na więcej niż 11 %

Blog muzyczny

Środowisko akustyczne a rozwój, czyli posłuchaj świata na więcej niż 11 %

Na początku stycznia postanowiłam, że każdy miesiąc w tym, 2018 roku, ogłoszę „miesiącem czegoś”. Cała idea miała się sprowadzić wyłącznie do mojego prywatnego życia, chciałam nauczyć się wielu nowych rzeczy a może i otworzyć się na zupełnie nieznane obszary. I wiecie co? Okazało się, że mała czynność spowodowała dużą zmianę. Z tej okazji powstaje ten tekst oraz 15 innych, które już zaplanowałam. A jak to wszystko ma się do muzyki?:) zaraz zobaczycie!

Dzisiaj będzie o tym co wynika ze słuchania świata, ile nam zostaje w głowie z tego co słyszymy, kilka pomysłów jak słuchać z dzieckiem i historia niezwykłej kompozycji sprzed stu lat. Do tego mały bonus dla mieszkańców Krakowa 🙂 Dobrego czytania!

Od słuchania myśli do słuchania świata

Od dłuższego czasu czułam ogromną potrzebę uporządkowania natłoku myśli, niesłyszenia żadnych biegających melodii, pomysłów planów i obrazów. Aż natknęłam się na tzw. medytację. Jeszcze do niedawna sądziłam, że to jakaś pół-magiczna praktyka związana z religijnym kultem, ale okazuje się, że niekoniecznie i coraz większą popularnością cieszy się medytacja jako technika higieny mózgu. Najpierw porządkujesz głowę a potem dopiero ją zapełniasz. Uznałam, że to dobra nowa rzecz na styczeń i wcieliłam w życie.

Można by długo pisać o tym czym medytacja jest, ale ograniczając się do trzech słów – główna zasada polega na tym, by świadomie NIE myśleć. Kiedy myśli przychodzą do ciebie nie dawaj się wciągnąć w ich potok, ale pozwól im przeminąć. Jak to zrobić by nie myśleć? Musisz się skupić na czymś innym – i tutaj przychodzą na pomoc różne techniki. Ja zrobiłam to w najbardziej intuicyjny dla siebie sposób, czyli zamknęłam oczy i zaczęłam słuchać świata!

Jesteśmy więźniami wzroku. Tak, Ty też!

Czy próbowaliście kiedyś słuchać świata dookoła Was? Nie mam na myśli słuchania radia/rozmowy/muzyki. Chodzi mi raczej o intencjonalne wsłuchanie się w dźwiękowy krajobraz, który nas otacza. Nie wiem czy wiecie, ale aż 83% informacji dociera do nas za pośrednictwem wzroku, tylko 11% za pośrednictwem słuchu, a dalej 3,5 % za pośrednictwem węchu ,1,5 % za pośrednictwem dotyku i 1 % za pośrednictwem smaku. Krótko mówiąc – jesteśmy zdominowani przez to, co widzimy! Kiedy więc zamkniemy oczy i skupimy się na tym, co słyszymy okazuje się, że otacza nas niesamowity mikro i makroświat dźwięków! Począwszy od hałasu miasta, poprzez dźwięki natury, dźwięki domowych urządzeń a skończywszy na dźwiękach które CAŁY CZAS wydaje nasze ciało. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie niezwykłe dźwięki może wydawać lodówka albo woda płynąca przez rury w ścianie!

 
Po co nam słuchanie świata? Cała lista profitów! 🙂

Po pierwsze to niesłychanie ciekawe! Zamykasz oczy i słyszysz dźwięki, które być może są obok ciebie od lat i nigdy na nie zwróciłeś uwagi. Zaczynasz słyszeć dźwięki ciche, przyćmione, powtarzające się i pojawiające się znienacka. Zaczynamy wartościować – które nam się podobają, a które nie. Zaczynamy się świadomie zastanawiać nad środowiskiem akustycznym w jakim przebywamy – czy rzeczywiście wokół nas musi być taka ilość dźwięków? A może niektóre są zupełnie niepotrzebne? Następnie nachodzi nas myśl – czy zanieczyszczone środowisko akustyczne dobrze wpływa na pracę mojego mózgu i mózgu moich dzieci? Czy czasami nie obniża produktywności? Czy jeżeli zmniejszę ilość dźwięków to lepiej będzie mi się myśleć? Zaczynasz szukać dźwięków, które możesz usunąć lub wyciszyć. Szybko okazuje się, że pozbywając się zanieczyszczenia dźwiękowego lepiej działamy, szybciej się uczymy, jesteśmy spokojniejsi i mniej zestresowani. Krótko mówiąc – słuchając świata nabierasz świadomości w jakim środowisku akustycznym czujesz się najlepiej, a mając tę wiedzę, zaczynasz świadomie to środowisko zmieniać.

Pięć przykładowych ćwiczeń ze słuchania świata dla dzieci

Jeśli masz dzieci, to warto uczyć je od najmłodszych lat poznawania świata za pomocą słuchu w większym stopniu, niż to domyślne 11 %.  Przygotowałam dla Was kilka przykładowych zabaw 🙂

  • Zamknijcie oczy i posłuchajcie świata dookoła. Spróbujcie pogrupować dźwięki do kategorii: natura, człowiek, technologia. Porozmawiajcie które z tych dźwięków są najmilsze dla ucha i przy których chcielibyście częściej przebywać.
  • Spróbujcie wykonać jakąś czynność wyjątkowo cicho, np.. Przenieść książkę z miejsca na miejsce, lub przejść do innego pokoju, tak by nie wydawać żadnych dźwięków. Następnie porozmawiajcie o tym jakie dźwięki było słychać w tym czasie.
  • Spróbujcie pobawić się środowiskiem akustycznym waszego domu – włączając i wyłączając różne urządzenia, media, otwierając i zamykając okna, ale również drzwi do poszczególnych pokojów. Ustalcie jaki poziom hałasu jest dla Was odpowiedni, a jakiego powinniście unikać.
  • Wybierzcie się na spacer z intencją posłuchania jakiegoś miejsca – może to być park, las, ale równie dobrze możecie posłuchać gwarnego rynku, hałasu ulicznego, czy gospodarstwa domowego. Porozmawiajcie o tym jak czujecie się w takim środowisku akustycznym, co do niego pasuje a co nie.
  • Nagraj dla swojego dziecka jakieś miejsce na dyktafon (dyktafon znajdziesz w swoim telefonie). Następnie odtwórz dziecku nagranie w domu, poproś by narysowało słyszane dźwięki, spróbowało odgadnąć co to za miejsce. Zwróć uwagę, że to ćwiczenie jest trudniejsze dla dziecka od pozostałych, ponieważ zupełnie odrywamy dźwięki od kontekstu wizualnego.

Nawiązując do wycieczek w ciekawe akustycznie miejsca znalazłam dla Was mapę akustyczną Krakowa:

Powyżej zamieszczam jedynie obrazek, ale w pełnej wersji można przeanalizować o wiele większy obszar. Jak pewnie się domyślacie – niebieskie, fioletowe i czerwone oznaczenia to najgłośniejsze miejsca. Do pełnej wersji przeniesiecie się klikając na mapę lub TUTAJ. Jeśli nie jesteście z Krakowa warto również poszukać takiej mapy swojego miasta 🙂

Ciekawostka na koniec:

Był żył pewien kompozytor na początku XX w – John Cage. Jednym z jego najbardziej znanych utworów jest „4’33”. Wyobraźcie sobie koncert – scena, na scenie fortepian. Wchodzi pianista, siada przy instrumencie, nastawia zegarek: cztery minuty, trzydzieści trzy sekundy. Zamyka klapę fortepianu i siedzi. Kończy się czas pierwszej części – otwiera klapę, następnie zamyka ponownie i zaczyna się druga część. Kiedy czas mija, otwiera klapę, kłania się i odchodzi. Utwór wybrzmiał – lecz nie na fortepianie, czego można byłoby się spodziewać. Stworzyli go widzowie – ich komentarze, odgłosy, oburzenie, oddechy, ruchy. Usłyszał go ten, kto miał otwarte uszy i głowę. Dla Was przykładowe nagranie poniżej. I pomysł na przyszłość – możecie spróbować wykonać ten utwór ze swoim dzieciaczkiem w warunkach domowych 🙂

Uściski serdeczne, dźwięcznego tygodnia!

Marta

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności

Muzyczno-medyczna maszyna, czyli rzecz o improwizacji

Blog muzyczny

Muzyczno-medyczna maszyna, czyli rzecz o improwizacji

Dzisiaj o bardzo ciekawym badaniu – przede wszystkim o improwizacji w życiu i muzyce, o maszynie, która była rezonansem magnetycznym z klawiaturą, o graniu gamy C-dur, jazzbandzie w słuchawkach i o tym, że nawet to, co spontaniczne osiąga się małymi krokami. Czyli dziś trochę o tym co się dzieje w głowie, kiedy gramy to co chcemy 😀

Znowu trochę prywaty – czyli słowem wstępu

Kilka lat temu przeglądając rosyjski Internet i poszukując artykułu, który mogłabym streścić jako element zaliczenia z rosyjskiego na studiach, znalazłam super ciekawą rzecz – artykuł o tym, co dzieje się w mózgu podczas improwizacji jazzowej. Dla przypomnienia: jazz to rodzaj muzyki, który daje muzykom dużą dowolność podczas wykonywania utworu, czyli po prostu opiera się na improwizacji. Te kilka lat temu uważałam ten tekst za bardzo odkrywczy i „taki mój”, bo improwizuję w każdej dziedzinie życia. Dzisiaj, chociaż już jestem bardziej uporządkowana, nadal uważam, że to ciekawy tekst i korzystając z tego, że mam bloga – przesyłam informacje dalej – w polską sieć![1]

Rzecz dotyczy badania przeprowadzonego na muzykach jazzowych w Johns Hopkins Medical Institutions, którego wyniki opublikowane zostały w lutym 2008 r.[2] Badanie dotyczyło aktywności mózgu podczas twórczej improwizacji muzycznej. Wyniki owego badania pokazały, że kiedy muzycy jazzowi improwizują, w ich mózgach dezaktywują się obszary związane z autocenzurą i pohamowywaniem się, a ożywiają się te odpowiedzialne za ekspresję własną. Mówiąc prostymi słowy – czują się wolni i nieograniczeni, nie czują barier i konwenansów, tylko mogą poszaleć, wyrazić to co chcą i jak chcą. Możecie pomyśleć, że nie jest to zbyt odkrywcze, że podczas improwizacji czujemy się bardziej swobodnie, ale odkrywcze jest to, że zostało to udowodnione naukowo! I to, że zostały nazwane odpowiedzialne za to obszary mózgu. I wreszcie to, że teraz wiemy na co się to jeszcze może przydać. Więc lećmy po kolei: jak to zbadano i co właściwie przynosi nam ta wiedza J

Muzyk – lekarz, lekarz – muzyk. Czyli ciekawy wynik robienia różnych rzeczy w życiu

Wielokrotnie badano już wpływ muzyki na działanie mózgu, lecz zazwyczaj badania skupiają się na pokazaniu aktywności mózgu podczas słuchania muzyki i wykonywania wyćwiczonych już utworów. Rzadko jednak zdarza się, by ktoś badał muzyka podczas procesu twórczego, czy swobodnej improwizacji. Jak czytamy w wyżej przytoczonym artykule, jeden z asystentów w Johns Hopkins Medical Institutions – Charles J. Limb, jest nie tylko lekarzem, ale i aktywnym saksofonistą jazzowym. Jak sam uważa:

„Kiedy muzycy jazzowi improwizują, często grają z zamkniętymi oczami w charakterystycznym, osobistym stylu przekraczającym tradycyjne reguły melodyjności i rytmu. To niezwykły stan umysłu, podczas którego nagle muzyk generuje muzykę, która nigdy wcześniej nie była słyszana, myślana, praktykowana czy grana. To, co wychodzi, jest całkowicie spontaniczne”.

Ciekawość naukowego wytłumaczenia tych spontanicznych muzycznych zachować skłoniła Limba do przeprowadzenia razem z kolegą Allenem R. Braunem badania, które pozwalało w czasie rzeczywistym oglądać aktywność mózgu improwizujących muzyków.

Dalej czytamy, że w badaniu wzięło udział sześciu profesjonalnych pianistów jazzowych, dla których naukowcy skonstruowali specjalną klawiaturę, umożliwiającą pianistom grę w urządzeniu do funkcjonalnego rezonansu magnetycznego – skanera mózgowego, który podświetla obszary mózgu reagujące na różne bodźce, np. podczas gdy osoba wykonuje jakieś umysłowe zadanie, a w tym wypadku gra na pianinie. Czyli zadaniem tego pianistycznego rezonansu było zidentyfikowanie obszarów mózgu, które aktywują się podczas improwizacji.

Każdy z muzyków brał udział w czterech różnych ćwiczeniach, których celem było oddzielenie aktywności mózgu związanej z graniem prostych zapamiętanych utworów fortepianowych a aktywnością podczas improwizacji.

  1. Pierwszym zadaniem muzyków było zagranie gamy C-dur z towarzyszeniem metronomu – tak, by każdy z muzyków na pewno grał w równym tempie
  2. Kolejne zadanie było improwizacją na bazie gamy C-dur. Muzycy byli zobligowani grać jedynie ćwierćnuty, jednak wysokość i kolejność dźwięków była uzależniona od ich inwencji
  3. Trzecie zadanie to zagranie bluesowej melodii, wcześniej wyuczonej na pamięć, z towarzyszeniem akompaniamentu jazzbandu odtwarzanego w słuchawkach
  4. Za czwartym razem muzycy do tego samego akompaniamentu mogli improwizować według własnego uznania
Zupełnie (nie)zaskakujące wyniki

Analiza skanów aktywności mózgów pianistów, sporządzona przez Limba i Brauna, wykazała uderzająco podobne wzorce, niezależnie od tego, czy muzycy improwizowali ćwierćnutami na bazie C-dur, czy oddawali się bardziej skomplikowanej improwizacji z towarzyszeniem jazzbandu. Odkryto, że grzbietowo-boczna część kory przedczołowej, czyli obszar związany z planowanymi działaniami i autocenzurą (np. staranne dobieranie słów, rozwaga w podejmowaniu decyzji) wykazuje spowolnienie podczas improwizacji, co, jak uważa Limb, może prowadzić do zmniejszenia zahamowań i ograniczeń. Z kolei wzmożona aktywność została zanotowana w środkowej korze przedczołowej – którą łączymy z wyrażaniem siebie i działaniami, które ukazują nasza indywidualność, jak przykładowo opowiadanie o sobie samym.
Limb zauważa, że taki rodzaj aktywności mózgu może mieć miejsce również w innych sytuacjach, które są częścią życia nie tylko artystów, ale i zwykłych ludzi (co nie oznacza, że artyści są niezwykli… – suchar). Przykładowo ludzie improwizują dobierając słowa podczas rozmowy, lub rozwiązując niespodziewane problemy. Jak pisze: „Bez tego rodzaju twórczości, człowiek nie byłby w stanie rozwijać się. Jest to nieodłączna część tego, kim jesteśmy”.

Podsumowanie i trzy słowa od improwizatorki

Trzeba przyznać, że badanie było ciekawe i sama takiemu chętnie bym się poddała, właściwie to nie ukrywam, że siedzenie w rezonansie magnetycznym, ze specjalną klawiaturą wydaje mi się nieco kosmiczne i chciałabym to przeżyć J Wracając jednak do sedna – muzyka jest jak język, a improwizacja pozwala nam się wypowiadać w tym języku. Pozwala nam wyrażać siebie i poczuć swobodę w swojej wypowiedzi. Czasami jest tak, że ciężko opisać słowami coś co czujemy lub wyobrażamy sobie i w takich sytuacjach pomaga nam sztuka – muzyka, taniec, malarstwo… Improwizacja jest zatem środkiem do tego samowyrażenia. Można znaleźć mnóstwo analogii do improwizacji muzycznej względem wykonywania wyuczonych utworów w innych dziedzinach życia – to tak jak potrafić wyrecytować wiersz w innym języku, lub swobodnie się nim posługiwać, to taka różnica jak potrafić malować tylko drzewo, albo malować co się chce, to tak jak tańczyć tylko walca, albo umieć się poruszać do muzyki. Robiąc coś, pragniemy swobody. Teraz pewnie część z Was pomyśli – to nie dla mnie, ja nie mam takiego słuchu. Albo „ja przecież nie potrafię na niczym grać”. A wiecie co jest ważne? Że to nie ma znaczenia, czy teraz potraficie improwizować, czy nie. Jeśli potraficie – super, wykorzystajcie to. Z improwizacją jest jak ze wszystkim – tego można się nauczyć. To nie jest tak, ze każdy kto potrafi improwizować dziś, potrafił to od zawsze. Jak ze wszystkim – umiejętności nabywa się małymi krokami. Szukając dźwięków wysokich i niskich na klawiaturze, próbą zagrania ulubionej melodii, próbą podśpiewywania sobie dźwięków, na które chcemy trafić. Wystarczy trochę cierpliwości J

Zawsze może Cię przekonać jeszcze drugi plus improwizacji muzycznej – stymulujesz mózg i jego obszary odpowiedzialne za spontaniczność. To się przekłada na codzienne życie, na zaskakujące sytuacje i ich kreatywne rozwiązywanie – bez dołowania się, że „coś nas spotkało” J I pomyśleć, że znowu tyle dobrego dzięki muzyce… Na pożegnanie coś do słuchania – co prawda nie jazz, ale improwizacji sporo i piękne połączenie kultur! I niech mi ktoś powie, że oni nie wyrażają siebie! 🙂

[1] Link do artykułu: http://www.yugzone.ru/articles/brain-jazz.htm

[2] Johns Hopkins Medical Institutions. „This Is Your Brain On Jazz: Researchers Use MRI To Study Spontaneity, Creativity.” ScienceDaily. ScienceDaily, 28 February 2008. <www.sciencedaily.com/releases/2008/02/080226213431.htm>. Pełna treść badania (z obrazkami!): http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0001679

Starsi Panowie mieli rację, czyli o terapeutycznej roli muzyki

Blog muzyczny

Starsi Panowie mieli rację, czyli o terapeutycznej roli muzyki

Spośród wielu zalet muzyki nie należy zapominać o jednej – muzyka także może stanowić formę terapii. Często rekompensujące i uspokajające działanie muzyki wykorzystuje się zarówno w pracy z dziećmi, jak i dorosłymi, a szerokie spektrum działania muzyki znajduje zastosowanie zarówno przy zaburzeniach słuchu i mowy, jak i zaburzeniach rozwoju psychicznego i fizycznego. Dzisiaj kilka słów o tym jak muzyka może pomagać przy zaburzeniach mowy, słuchu, ruchu i przy spektrum autyzmu.

Muzyka w zaburzeniach mowy

Muzyka i mowa jako zjawiska akustyczne opierają się na tych samych elementach, tj. natężeniu dźwięku, wysokości i barwie, często zatem wykorzystuje się muzykę jako element pomocniczy w pracy nad zaburzeniami mowy. Odpowiednio pokierowana terapia muzyczno-logopedyczna stopniowo uczy artykułować określone dźwięki, pomaga również osiągnąć śmiałość w mówieniu. Często o wiele łatwiej jest wyśpiewać coś niż powiedzieć. Podczas pracy z dziećmi z zaburzeniami mowy, zazwyczaj wykorzystuje się piosenki o melodii, która szybko wpada w ucho i na długo pozostaje w głowie – po to, by dziecko po zajęciach wielokrotnie podśpiewywało tę melodię i powtarzało ją. Nie są to zwykłe piosenki, lecz raczej utwory ułożone specjalnie w celu doskonalenia aparatu mowy – czyli takie, które albo posiadają sekwencje słów, które razem wypowiada się w wygodny sposób, lub ułożone są z sylab lub dźwięków, które nie niosą treści (np. raba, raba, raba). Dzięki temu dzieci mają okazję doskonalić swój aparat mowy, a jednocześnie przez powtarzanie piosenki w ciągu dnia – uczą się spontanicznego wypowiadania się.

Muzyka w zaburzeniach słuchu

Panuje przekonanie, że muzyka nie jest sztuką dla niesłyszących, tymczasem wielu ludzi z wadami słuchu, a nawet niesłyszących zupełnie, ma na ten temat zupełnie odmienne zdanie. Niesłyszący, co prawda, nie doświadczają muzyki w naszym rozumieniu, ale częstą czują muzykę o wiele głębiej niż ludzie ze sprawnym słuchem. Odczuwają oni muzykę na poziomie fal i wibracji, które wyczuwa ich ciało. Dzieci niesłyszące często uwielbiają tańczyć, gdyż odczuwają rytm przez ciało i dzięki temu również za pomocą tańca wyrażają swoje emocje. Będąc w grupie rówieśników czują z nimi więź i synchronizację a wspólny taniec znacznie przyczynia się do poczucia ich wartości i przynależności do grupy, gdyż osoba z wadą słuchu jest w stanie w taki sam niewerbalny – taneczny sposób komunikować się jak reszta grupy. Więcej o społecznych korzyściach z muzykowania, które są szczególnie ważne dla osób z zaburzeniami, pisaliśmy TUTAJ.

Muzyka a zaburzenia ruchu

Muzyka często również wykorzystywana jest jako czynnik pomocniczy podczas rehabilitacji osób z niepełnosprawnością ruchową. Taniec i ruch przy muzyce jako forma ćwiczeń sprawiają, że rehabilitacja staje się bardziej przyjemna, a nawet może przyjmować formę zabawy. Lub odwrotnie – zabawa formę rehabilitacji. Ćwiczenia przy muzyce sprzyjają rytmizacji wykonywanych ruchów, wpływają na postawę i dodatkowo pomagają kształtować płynność i elastyczność ruchu, a rytmiczne uporządkowanie sekwencji ruchowych może pomóc ograniczyć różnego rodzaju ruchy mimowolne i napięcie mięśniowe. Grupowe zajęcia muzyczne natomiast mogą zwiększyć motywację do ćwiczeń/zabawy, dzięki integracji w grupie, chęci współdziałania razem oraz wzbudzeni grupowej odpowiedzialności za poprawność wykonywanych ćwiczeń.

Muzyka a spektrum autyzmu

Ze względu na swój niewerbalny charakter muzyka również często jest wykorzystywana w terapii dzieci ze spektrum autyzmu. Pomaga ona nawiązywać kontakt z dzieckiem, które unika rozmowy lub nie reaguje na słowne bodźce. U wielu dzieci poddanych terapii muzycznej można zaobserwować rozwój komunikacji interpersonalnej, uczą się one także wyrażać uczucia – w sposób artystyczny, poprzez grę na instrumentach, czy improwizację ruchową lub wokalną. Początkowo swoją grą wyrażają wyłącznie siebie, lecz często próbują także wchodzić w muzyczny dialog z nauczycielem czy terapeutą, gdzie naprzemiennie „rozmawiają” ze sobą za pomocą instrumentów – słuchają siebie i odpowiadają.

Ze względu na swój logiczny charakter muzyka szczególnie oddziałuje na dzieci ze spektrum autyzmu, które często mają silną potrzebę uporządkowania licznych aspektów swojego świata wewnętrznego i zewnętrznego. Muzyka to dziedzina sztuki, która w średniowieczu była klasyfikowana jako nauka ścisła obok matematyki i astronomii i chociaż dzisiaj nie kierują nią tak rygorystyczne reguły jak jeszcze w XIV wieku, w dalszym ciągu jest sztuką niezwykle uporządkowaną. Takie aspekty muzyki jak rytm, pulsacja, frazowanie, harmonia, klarowna forma utworu czy nawet melodia pozwalają dzieciom poczuć się bezpiecznie w kontakcie z utworem muzycznym.

Muzyka – specyfik dla każdego

Jak widać – muzyka posiada bardzo szerokie spektrum terapeutyczne. Nie zapominajmy jednak, że domową terapię muzyczną możemy zastosować we własnym życiu na co dzień – dla poprawy humoru, dla wyrzucenia negatywnych emocji, czy dla relaksu i uspokojenia. I pisząc te ostatnie zdania wpadła mi do głowy jedna piosenka z Kabaretu Starszych Panów, z przymrużeniem oka, ale i z dużą dawką prawdy. Dobrego słuchania!

Spodobał Ci się nasz wpis? Podziel się!

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności

Minus cztery miesiące, czyli kiedy rozpocząć edukację muzyczną?

Blog muzyczny

Minus cztery miesiące, czyli kiedy rozpocząć edukację muzyczną?

Moja edukacja muzyczna rozpoczęła się w domu – gdzie grałam na pianinie w wolnych chwilach i śpiewałam z domownikami. Później rodzice zapisali mnie na rok prywatnych lekcji z pianina, a później było dwanaście lat szkoły muzycznej. Tak się składa, że w mojej miejscowości szkoła muzyczna, była szkołą popołudniową, przez co przez całą edukację szkolną miałam kontakt zarówno z muzykami, jak i niemuzykami. Były to dwa różne środowiska – jedno czuło muzykę bez granic, drugie zupełnie odwrotnie. Do dziś mam dwa różne kręgi i kiedy czasami zdarza nam się rozmawiać z niemuzykami to zdecydowana większość uważa się za pozbawionych talentu muzycznego. Można by wierzyć, że chodzi tutaj o skromność, ale powiedzmy sobie szczerze – większość dorosłych nie czuje się pewnie w muzyce. A czy wiecie, że każde dziecko ma w sobie potencjał do tego, by być muzykalnym? Różnica między tymi, którzy dobrze czują muzykując a tymi, którym słoń nadepnął na ucho wcale nie tkwi w genach, lecz w tym, że ktoś w dzieciństwie pierwszej grupy zadbał o stworzenie stymulującego środowiska do rozwoju uzdolnień muzycznych, a u drugiej nie. Poszukajmy zatem odpowiedzi na pytania: kiedy zacząć muzykowanie z dzieckiem, jak wygląda edukacja muzyczna małych dzieci oraz jaka jest rola rodziców i przedszkola w edukacji muzycznej?

Kiedy zacząć muzykowanie z dzieckiem?

Wielu osobom wydaje się, że muzyka to tajemna sztuka, te wszystkie nuty, znaczki określenia mogą odstraszać. Z tego powodu wiele osób uważa, że z nauką muzyki można się wstrzymać do momentu, aż nasze dziecko będzie „bardziej pojętne”. Tymczasem moment największej wrażliwości na bodźce dźwiękowe ma miejsce tuż po urodzeniu, a zaczyna się jeszcze podczas życia płodowego. Oznacza to, że dzieci już w brzuchu mamy reagują na słyszane dźwięki. Wiele matek potwierdza, że już podczas ciąży potrafiły dzięki ruchom malucha rozpoznać, jaki rodzaj muzyki podoba się dziecku, a jaki mu nie odpowiada. Oprócz muzyki w klasycznym rozumieniu, dziecko słyszy, zapamiętuje i reaguje na głosy rodziców, dzięki czemu po urodzeniu rozpoznaje ich znajome brzmienie. A co po narodzinach? Jak wiadomo, dzieci nie rodzą się ze znajomością jakiegokolwiek języka, nie rozpoznają naszej mowy czy nawet pojedynczych słów, ale rozpoznają intonację głosu. Dla maluchów nasza mowa jest jak śpiew i szczególnie wrażliwie reagują na wszelkiego rodzaju dźwięki. Muzyczne słyszenie jest zatem dla niemowląt w pewnym sensie drogą do późniejszej nauki mowy.

Czy wiesz, że każde dziecko rodzi się z talentem muzycznym?

Dzieci mogą tak samo nauczyć się muzykowania jak i mowy, chodzenia, czy czytania. Jak to się zatem dzieje, że ta umiejętność nie rozwija się równomiernie u wszystkich ludzi? Wszystko zależy od wsparcia rodziny – jeżeli mówimy do dziecka, ono także chcę mówić, jeżeli chodzimy przy dziecku  – ono także chce chodzić, a jeśli śpiewamy dziecku – ono także będzie chciało śpiewać. Jeżeli będziemy z dzieckiem tańczyć, ono także będzie chciało tańczyć.  Jak ze wszystkim – dzieci ze sportowych rodzin są wysportowane, a dzieci ze śpiewających rodzin śpiewają. Proste 🙂 A niestety często nie śpiewamy dzieciom, nie tańczymy z nimi… Może dlatego, że sami uważamy się za niemuzykalnych, chociaż w rzeczywistości dziecko nie rozpoznaje, czy śpiewamy czysto czy nie.  Maluch nie widząc w rodzicach wzorca uprawiającego muzykę samo nie chce muzykować, a ten muzyczny potencjał z jakim się urodziło maleje i maleje, aż w końcu w którymś momencie życia, nasza całkiem już duża pociecha stwierdza, że nie ma talentu. A przecież ten talent był! Tylko zgubił się w międzyczasie…

Co w takim razie zrobić, by nie stracić tego talentu muzycznego?

Rola rodzica – przede wszystkim muzykować z dzieckiem w domu! Im więcej tym lepiej! Śpiewać, tańczyć, słuchać różnorodnej muzyki. Można kupić lub zrobić instrumenty i grać na nich razem z dzieckiem w domu, chodzić na koncerty… Świetnym pomysłem jest zapisać się z maluszkiem na zajęcia muzyczne – taki rodzaj spędzania wolnego czasu to inspiracja dla rodzica jak można muzykować z maluchem w domu, nowe brzmieniowe doświadczenia dla dziecka, możliwość zabawy przy muzyce granej na żywo i okazja do pośpiewania w gronie rodziców (a przy okazji wyjątkowe doświadczenie dla dziecka – zobaczyć rodzica, który wraz z innymi dorosłymi cieszy się muzyką).

Rola przedszkola – bądźmy szczerzy, choć jakbyśmy głośno nie krzyczały na temat tego jak muzyka jest ważna i tak znajdziemy mnóstwo rodziców, którzy nie są zainteresowani tematem edukacji muzycznej, a wszystko co związane z muzyką omijają szerokim łukiem. I tutaj zaczyna się rola przedszkola, bo dlaczego niektóre dzieci mają nie dostać tej szansy, by nauczyć się czysto śpiewać, poruszać się do rytmu i czerpać mnóstwo innych korzyści z nauki muzyki, o których pisałyśmy TUTAJ. Dlatego przedszkole powinno zadbać o profesjonalnego nauczyciela muzyki – takiego, który rozkocha dzieci w muzyce, takiego który będzie dla nich ogromną inspiracją, na zajęcia którego dzieci będą czekać z utęsknieniem. Na pewno sami chociaż raz spotkaliście się z nauczycielem, który Was zachęcił do zagłębienia jakiegoś tematu, na lekcje z którym naprawdę się czekało. I taki (a zazwyczaj taka) powinna być nauczycielka muzyki/rytmiki w przedszkolu! Bo to właśnie ten czas, kiedy dzieci powinny zakochać się w muzyce.

Dobór nauczyciela, który uczy muzyki jest dla wielu dzieci sprawą, która rzutuje na ich całe życie. Jeżeli dzieci te nie muzykują z rodzicami w domu, to właśnie dobry nauczyciel może sprawić, że będą chciały to robić. Im częściej dzieci będą miały możliwość uczestniczenia w zajęciach muzycznych tym lepiej, ideałem byłyby zajęcia codzienne, gdyż muzyka dla dziecka staje się wtedy codziennością. Dzięki inspirującemu nauczycielowi dzieci mogą utrzymać swój potencjał muzyczny na wysokim poziomie. Można powiedzieć, że okres przedszkola to muzyczne być, albo nie być i warto zadbać, by muzyczna edukacja była sprawowana na właściwym poziomie, a przede wszystkim przez osobę, która potrafi w muzyce rozkochać.

Jak powinna wyglądać wczesna edukacja muzyczna?

Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepiej uczymy się przez zabawę. Tak samo jest z muzyką, zajęcia muzyczne w domowym zaciszu czy w przedszkolu to powinna przede wszystkim być zabawą. Zatem jeżeli jesteś rodzicem – śpiewaj z dzieckiem w kąpieli, w kuchni i w każdym dobrym momencie. Jeśli słyszycie muzykę, zatańczcie razem. Spróbujcie wspólnie zagrać na miskach i garnkach oraz znajdźcie grupę innych rodziców, z którymi będziecie mogli razem bawić się muzyką. A zajęcia muzyczne w przedszkolu? Powinny być czasem radości bogatym w ruch przy muzyce, zabawy, grę na instrumentach, wspólne śpiewanie i taniec. Od serca możemy polecić nasze zajęcia dla rodziców i przedszkoli w Krakowie, ale jeżeli jesteście z innego miasta bądźcie wytrwali i poszukajcie również zajęć w swojej okolicy J.

Spodobał Ci się nasz wpis? Podziel się!

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności

O supermocy edukacji muzycznej, czyli jak rozwija nas muzyka

Blog muzyczny

O supermocy edukacji muzycznej, czyli jak rozwija nas muzyka

Czy zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób wpływa na nas muzyka? Pewnie tak, bo przecież każdy ma piosenki, których słucha zależnie od nastroju – takie które nasz humor zmieniają lub pogłębiają. Czy myśleliście jednak o wpływie muzyki w szerszym kontekście?  Jak na przykład uprawianie muzyki wpływa na nasz mózg albo nasz rozwój społeczny? Zapraszamy do przeczytania garści informacji J

Co dzieje się w naszym mózgu?

Liczne badania pokazały, że muzyka jest dziedziną  sztuki, która wpływa na działanie mózgu najsilniej spośród wszystkich sztuk. Niemalże każdy człowiek słysząc muzykę jest w stanie określić czy dany utwór podoba się mu, czy przeciwnie. Potrafimy powiedzieć jakie uczucia i wyobrażenie wywołują w nas słyszane dźwięki i jak przez to w danej chwili się czujemy. Dzieje się tak dlatego, że odbieramy muzykę emocjonalnie, a za emocje, uczucia i wyobrażenia odpowiadają ośrodki w prawej półkuli naszego mózgu. Okazuje się jednak, że u osób, które zajmują się muzyką zawodowo lub osób, które przez dłuższy czas pobierały lekcje muzyki, aktywuje się również lewa, tzw. analityczna półkula (co ciekawe, nie tylko podczas grania lub śpiewania, ale również podczas słuchania muzyki).

Co to oznacza? Osoby, które pobierały edukację muzyczną słyszą w inny sposób a ich mózg podczas słuchania i uprawiania muzyki pracuje dużo intensywniej. Lewa półkula jest odpowiada m. in. za procesy logicznego myślenia, analizę i kojarzenie faktów. Osoby zajmujące się muzyką podchodzą do dzieła muzycznego w sposób logiczny i analityczny, zwracając uwagę na takie czynniki jak czystość wykonywanego dźwięku, formę utworu muzycznego, barwę, rytm, linię melodyczną pojedynczego głosu czy harmonię. Potrafią wyodrębnić w wyobraźni barwę poszczególnego instrumentu z brzmienia całej orkiestry lub zwrócić uwagę na niuanse artykulacyjne. Czy to oznacza, że ci, którzy zajmują się muzyką nie obierają jej już tak emocjonalnie? W żadnym razie! Ta ciągła analiza absolutnie nie przeciwstawia się uczuciowemu odbiorowi muzyki – wręcz przeciwnie – idzie z nim w parze, dzięki czemu zachodzi spójna integracja działania obu półkul.

Obie półkule w ruch i co się wydarzy?

Patrząc z punktu widzenia strony czysto muzycznej – dzięki integracji obu półkul wiemy jak grać/śpiewać, by uzyskać muzykę o danym zabarwieniu emocjonalnym. Jednak żywe uprawianie muzyki przynosi o wiele więcej profitów, niż sama umiejętność wyrażania siebie za pomocą dźwięków. Uprawianie muzyki poprawia m.in. pamięć, spostrzegawczość, wyobraźnię przestrzenną, rozbudza kreatywność, uwrażliwia na piękno, wspomaga koordynację ruchową i izolację mięśni, ponadto liczne badania wykazały również istotny wpływ muzyki na rozwój zdolności matematycznych i językowych. Podsumowując, z punktu widzenia działania mózgu – warto poznać tajniki muzyki.

Rozwój emocjonalny

Wielu muzyków, a może nawet większość, na pytanie czym jest dla nich muzyka, zgodnie odpowiada, że to sposób by wyrazić siebie. Rzeczywiście, muzyka jest wspaniałym środkiem ku temu, by uzewnętrznić własne uczucia, zmienić nastrój, wylać w artystyczny sposób wszystkie swoje troski, żale ale i wyrazić radość i szczęście, a wreszcie: by uzewnętrznić to, czego nie da się do końca nazwać, a co może jednak wybrzmieć, czyli nasze emocje. Mam dla Was dobrą informację – nie trzeba kończyć akademii muzycznej, by móc muzycznie wyrażać siebie, czasem wystarczą podstawowe umiejętności. Już dzieci między drugim a trzecim rokiem życia potrafią podśpiewywać melodie zgodne z ich aktualnym nastrojem, a po ukończeniu trzech lat podobne tendencje można zauważyć w dziecięcej grze na prostych instrumentach perkusyjnych, ale również w kontakcie z klawiaturą fortepianu (nie ma co liczyć, że taki mały smyk wykona walc Chopina, ale sposób doboru dźwięków wysokich i niskich, który jest dość intuicyjny a także sposób artykulacji często już potrafi pokazać intencje dziecka).

Dzięki muzyce dzieci mogą wyrazić swoje wyobrażenia i pragnienia. Co więcej, już wśród dzieci w wieku przedszkolnym muzyka sprzyja rozwojowi pewności siebie (zarówno dzięki współpracy w grupie, np. wspólne śpiewanie, gra na instrumentach, jak i możliwości wystąpienia samodzielnie na tle grupy, np. śpiewna odpowiedź jednego z dzieci, czy solo instrumentalne). U dzieci, ale również i u dorosłych, uprawiających muzykę regularnie w grupie można zauważyć znaczny rozwój empatii. Dzieje się tak, ponieważ muzyka często jest formą niewerbalną, a wspólne jej uprawianie, to również wspólne przeżywanie tych samych, spójnych emocji, wczuwanie się w siebie wzajemnie i przekazywanie uczuć, które wychodzą poza ramy zwykłej rozmowy.

Rozwój społeczny

Z jednej strony muzyka rozwija wewnętrzny świat naszych emocji, ale nie zapominajmy o tym, jak silny wpływ ma na rozwój społeczny małego człowieka. Po pierwsze – uczy współpracy. Kiedy razem muzykujemy, to wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za efekt końcowy, innymi słowy  – jeśli jedna osoba gra za głośno, nie w pulsie, lub poza tonacją – to psuje efekt końcowy, dlatego uprawiając muzykę w grupie dążymy do stworzenia spójnej myśli muzycznej. Jest to zatem również sztuka kompromisu, koncentracji, solidarności z grupą i dyscypliny.  Oprócz tego muzyka sprzyja socjalizacji, co oznacza, że kiedy wspólnie gramy, lub śpiewamy odczuwamy pewien rodzaj synchronizacji z innymi ludźmi, dzięki temu wzrasta nasze poczucie przynależności do grupy, czujemy się mniej samotni a przy okazji – bardziej się lubimy.

Radość

Pośród tych wszystkich naukowych faktów nie możemy zapomnieć o jednym – muzyka to przede wszystkim radość. Słuchanie i uprawianie jej dodaje nam energii, poprawia humor, sprawia, że chcemy tańczyć i śpiewać i dzielić tę radość z innymi. A jak wiadomo, kiedy nastrój jest dobry, to i chęć do działania większa i zdrowie lepsze. Więc muzykujmy!

Smutne/niesmutne postscriptum

Chciałabym, byście po przeczytaniu tego artykułu wykrzyknęli „Wow! Muzyka jest niesamowita! Biegnę zapisać się do chóru!”. Pewnie tego nie zrobicie… J Rzecz w tym, że naprawdę muzyka jest niesamowita i daje ogromne pole do rozwoju, ale w ostatnich latach, zwłaszcza w przedszkolach, zajęcia muzyczne zepchnięte zostały na bok i wrzucone do jednego wora z pozostałymi zajęciami. Często nie przywiązuje się do nich zbyt dużej wagi, często prowadzą je również osoby mało kompetentne. Miejmy świadomość, że dla wielu dzieci zajęcia z rytmiki w przedszkolu mogą być jedyną okazją, by pomuzykować i, być może, zakochać się w muzyce na całe życie. Jeżeli macie wpływ na to kto prowadzi zajęcia muzyczne w Waszym przedszkolu – szukajcie osób z pasją, a jeżeli jesteście rodzicami – szukajcie inspiracji i muzykujcie ze swoimi dziećmi jak często się da. Dla radości i tego wszystkiego, co napisane powyżej. Dobrego dnia!

 

Spodobał Ci się nasz wpis? Podziel się!

Copyright 2022 makememusic.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Made by: ManiaRobiStrony@gmail.com
Polityka prywatności